Koty w moim domu były od zawsze. Najpierw u babci, później u mamy no i w końcu u mnie. Czy to ważne, że dachowce? Oczywiście, że nie, kot to kot. Były, mruczały, łowiły myszy w ogrodzie, kochały nas, a my staraliśmy się tę miłość odwzajemniać. Nie wyobrażam sobie domu bez kotów.
Kiedy w 2007 roku odeszła nasza ukochana pręgowana Ci - Ciao, nieduża koteczka z wyrazistym charakterkiem postanowiliśmy spełnić nasze marzenie o kocie brytyjskim.
I tak początkiem 2007 roku zawitał do nas niebieski Ares, a wkrótce po nim liliowa Gloria. Z pierwszego miotu Glorii została z nami urocza liliowa koteczka Kalewala. Na razie nasza hodowla jest bardzo mała. Dzięki temu możemy naszym kotom poświęcać sporo czasu i uwagi. Z każdym mamy indywidualny kontakt.
Nasze małe stadko żyje w wielkiej komitywie z psami - owczarkami szetlandzkimi. Często kocięta i szczeniaczki jedzą, śpią i bawią się razem. Myślę, że to dodatkowy atut naszej hodowli. Maluchy od nas często trafiają do domów w których już mieszka pies.
Mam nadzieję, że strona naszej hodowli zachęci Państwa do bliższego zapoznania się z tymi uroczymi "misiaczkami", jak często mówi się o brytyjczykach.











